Menu
Kategorie aktualności
AktualnościWiadomości EłkWiadomości GołdapWiadomości OleckoArchiwum aktualności
Kalendarium wydarzeń
Ankieta
Multimedia
 Legendy mazurskie cz. II
2018-01-18
Legendy mazurskie (z okolic Olecka, Gołdapi i Ełku)

Podanie o Pięknej Górze
Dawno już temu na gołdapskiej Pięknej Górze stał okazały zamek, zamieszkany przez możnego pana, którego jednak wszyscy się bali, gdyż znany był jako straszny rozbójnik. Przeciwieństwem była jego córka (według innych były dwie), która w cichości starała się czynić dobro, tam gdzie on zrobił coś złego. Kiedy jednak gwałty i nieprawości jego przebrały miarę, zniknął nagle zamek wraz ze wszystkim, co się w nim znajdowało i zapadł się do wnętrza góry. Od tego czasu co sto lat, tej samej nocy, pomiędzy godziną 11 w nocy a pierwszym pianiem koguta, ukazywała się na górze dziewica i czekała na wybawienie, kiedy to zamek wraz z całą swoją okazałością wynurzy się znowu, ona zaś, jako małżonka swojego wybawcy, uczyni go panem tego zamku. Wybawienie to nie było jednak łatwe, o czym zresztą przekonał się pewien mieszczanin z Gołdapi. Pewnej nocy zabłądził i dotarł na wysoką górę, gdzie zobaczył przechadzającą się postać w bieli. Jakkolwiek postać przyjaźnie skinęła do niego, ociągał się zrazu, lecz w końcu zdobył się na odwagę i zbliżył się ku niej. Postać zapytała go, czy nie zechciałby zanieść jej na plecach do miasta, przez co wybawiłby ją i zamek, ale nie wolno mu będzie obejrzeć się przy tym. Przyrzekł jej to, wziął ją na plecy i ruszył ku Gołdapi. Wkrótce jednak usłyszał za sobą straszny zgiełk, jak gdyby dzikie zwierzęta chciały rzucić się na niego. Ogarnął go wielki strach, zapomniał o swoim przyrzeczeniu, obejrzał się, i ciężar jego oraz wrzawa zniknęły. Od tego czasu człowiek wpadł w melancholię i wkrótce też umarł. Był ostatnim, który widział białą postać. Być może, iż po tym nieszczęśliwym wypadku nie ukaże się ona już nigdy. [Preussische Sagen 1847].

Podanie o Pięknej Górze

Podanie o górze pod Pietraszami
Na górze pod Pietraszami (na południe od Gołdapi) stała niegdyś twierdza. Twierdza ta zniknęła, ale co noc na górze ukazywała się biała postać, która padała na kolana i modliła się, jak mówią, żeby zmazać grzechy swojego ojca, właściciela zamku, który zapadł się pod ziemię. Pewnej nocy zbłąkany pastuch ujrzał modlącą się dziewczynę i zbliżył się do niej. Postać podniosła się, zbliżyła się do niego i spytała łagodnym głosem, czy nie zgodziłby się wziąć jej w swoje objęcia i trzymać tak aż do pierwszego piania koguta. Przez to ocaliłby ją i zamek, a sam zostałby jego panem. Pastuch przyrzekł jej to i pochwycił ją w objęcia. Wtedy piękna postać zaczęła się opierać, on jednak trzymał ją tym mocniej; w końcu przemieniła się w strasznego zwierza, czym jednak pastuch nie dał się odstraszyć; pięćdziesiąt najrozmaitszych postaci przemieniało się w jego ramionach, jedne od drugich straszniejsze, aż wreszcie ujrzał w objęciach obrzydliwego smoka. To zachwiało jego odwagę, otworzył ramiona, plunął na potwora i uciekł jak szalony. Skoro świt, przybył do Gołdapi, oblany potem i okryty kurzem. Chciał wszystko opowiedzieć, ale ze strachu stracił słuch i mowę, tak, iż mógł porozumiewać się tylko na migi. Od tego czasu nie widywano już tamtej postaci. [Preussische Sagen 1847].

O zaklętej królewnie
Zamczysko leży w powiecie oleckim między Grodziskiem a Długiem jeziorem. Tam zamieszkiwał jakiści rycerz, nazwisko nieznane, można go nazwać Bolko. I miał ten tako piekno córe. I potem od jego rycerzy zakochał się jeden w nio, i to na razie było tajemnico tych młodych. Później, jak się ojciec ich dowiedział, nie chciał tego tam dopuścić i wzioł tego tamuj rycerza i wypędził go, a ten później ze zemsty udał się do jakejsi czarownicy, no i dał jo zakląć, tak że zamek i to wszystko się zapadło i wszystko zgineło. I ta zaklęta panna co cwartek po wjeczerzy się pokazywała, nie kazdemu, ale niejdeni jo widzieli; chtóry i jaki jo tlo wjidział. I prosziła zawsze, zeby jo ktoś przez jeziorko na plecach przeniós, a kazdy bojał się. A potem jeden jednak chłopak taki się odważył i wzioł jo na plecy i sed kawałek. A tedy za nim zaczeło lecieć i żnije i smoki i rózne drapiezne zwirzęta i go scypali, i drapali z tyłu, zawse tak za nim. A ón ni niał się obejrzeć, ani nic. A ón ze strachu obejrzał się. A ona spadła we wode, w jezioro, i do dziś dzień tak co pora roku się pokaze na jeziorze, jeździ wodo i płace. Aleć ja jej jesce nigdy nie widziała.
Nie wiadomo, kiedy te legendy powstały, można jednak przypuszczać, że jeszcze wówczas, gdy ślady po jaćwieskich urządzeniach obronnych na tych wzgórzach były wyraźne, tak że mogły zapładniać fantazję ludu, ale już wtedy, gdy pamięć o Jaćwingach wśród ludu zaginęła. Wydaje się więc, ze powstały w wieku XVII albo XVIII , to jest w czasie wojen szwedzkich lub wkrótce po nich. Dowodzi tego fakt, że niektóre umocnienia obronne, na przykład w Dąbrowskich i w Mieruniszkach, niewątpliwie pochodzące z czasów znacznie odleglejszych, lud nazwał Szwedzkimi Szańcami. [Legendę opowiedziała Maleskowska ze wsi Jurki, powiat olecki].


Grodzisko koło Dybowa, w którym straszy
W roku 1901 opowiadano, jak razu pewnego mężczyzna idący nocą ze wsi Jurki do Gryz przechodził koło Grodziska i wtedy nieoczekiwanie pojawiła się panna, która zaczęła go prosić, aby przeniósł ją z góry do granicy Gryz. Nie powinien jednak w czasie drogi za nic w świecie oglądać się za siebie ani bać się, ani wypowiedzieć żadnego słowa. Mężczyzna posłuchał i wziął ją na plecy. Nagle pojawiły się za nim różnego rodzaju potwory, węże i żaby, które chciały go przestraszyć, a jedna ropucha usiłowała mu wejść do ust. Człowiek ów nie mógł powstrzymać się od okrzyku, który wywołał jednoczesny krzyk dziewczyny: “Zgubiona na wieki!” i spowodował jej błyskawiczne zniknięcie. Mężczyzna nie powinien był bowiem, według umowy, krzyczeć i dotrzymanie przyrzeczenia miało sprawić, że zatopiony i zaczarowany zamek miał się ponownie zjawić, a on sam miał poślubić tajemniczą pannę i zostać bogatym człowiekiem. Dalej opowiadano o tym wzgórzu, że tam niekiedy duch odbywał swój dziwny taniec i że na wąskim skrawku pola między wzgórzem a Jeziorem Dybowskim leży wielki kamień, na który dziewczyna zamkowa przychodzi się myć. Wreszcie mówiono, że znajduje się tam długie podziemne przejście do Grodziska.
Grodzisko koło Dybowa

Podanie o Diablej Górze w Puszczy Boreckiej
W Puszczy Boreckiej, w parafii Kruklanki, w powiecie węgoborskim, niedaleko od wielkiego majątku Łękuk, jedną z gór nazwano Diablą. Rodowód tej nazwy jest następujący: Na górze miał niegdyś mieszkać gospodarz, który żył ubogo i nie miał pieniędzy. Zabudowania jego były tak nędzne, że już się rozpadały. Nikt mu nie chciał pomóc, on zaś nie miał własnych środków na jakąkolwiek budowę. Będąc w takiej potrzebie — głosi podanie — wezwał o północy diabła i prosił go o pomoc. Diabeł stawił się zaś na wezwanie z jedną nogą ludzką a drugą końską i w zamian za pomoc zażądał jego duszy. Gospodarz zgodził się oddać diabłu choćby i swoją duszę, jeżeli ten podejmie się napełnić mu za to złotem jego korzec. Gdyby jednak diabeł nie napełnił korca gospodarza, wówczas nie będzie on zobowiązany oddać mu duszy. Gdy już umowa została zawarta, gospodarz, uradowany, że wydobędzie się z nędzy, podstawił korzec bez dna nad wielkim dołem na ziemniaki. Diabeł nic o tym nie wiedząc, sypał i sypał pieniądze do korca, ale za nic nie mógł go napełnić. Tak, oszukawszy diabła, gospodarz dzięki swojej przebiegłości zyskał dużo pieniędzy, wyszedł z nędzy i ocalił swoją duszę. Na górze tej, którą później odkupił król, mieszka leśniczy gospodarujący w Puszczy Boreckiej, a obok jego zabudowań stoi duży głaz, na którym umieszczono na pamiątkę wizerunek diabła i dlatego właśnie miejsce to nosi nazwę Diablej Góry.

Diabla Góra

Tragiczne losy hrabiny Marianny spod Olecka
Zagony tatarskie po raz drugi pojawiły się w Prusach Książęcych zimą 1657 roku. Spaliły wtedy dziewięć miast mazurskich, między innymi i Olecko, o ile było tu jeszcze co palić. Miasta niekiedy próbowały się bronić, podczas gdy wsie były całkowicie bezbronne. Także niektórzy magnaci pruscy bronili swych posiadłości. Należał do nich hrabia Bastian von Lehndorff z Doliw pod Oleckiem, który sprowadził żołnierzy elektorskich, mających ochraniać jego rezydencję. Byli oni jednak, jak podaje H. Braunt, “dobrymi żołnierzami, dopóki żarli i chlali”. Na wiadomość o zbliżaniu się Tatarów pozostawili rodzinę hrabiego na pastwę losu, uciekając w popłochu. Sam hrabia Lehndorff, który udał się na wojnę z wojskiem, ocalał, ale jego żona Marianna z dzieckiem, siostrą i matką dostała do niewoli. Powędrowała z innymi na Krym, gdzie została sprzedana i używana była do najcięższych posług. Zmarła tam w poniewierce z wycieńczenia, nie doczekawszy się okupu, którego zrujnowany magnat nie był w stanie zapłacić.
Doliwy

Podanie o kościele na górze pod Wierzbowem
Na górze pod Wierzbowem (na północny-wschód od Ełku) miał niegdyś stać kościół. Po jego upadku dzwon pogrążył się w pobliskim bagnie. Odnaleziono go tam później i sprzedano Polakom w Raczkach, którzy przeznaczyli go do publicznego użytku. Według jednego podania, na górze pod Wierzbowem miał stać zamek Skumanda, znanego w historii wodza Sudowów. Według innego znów podania, zamek Skumanda miał stać na wzgórzu nad jeziorem Skomętno, według jeszcze innego: na wzgórzu nad Jeziorem Domowym.

Tatarska góra koło Ełku
Kiedy Tatarzy najechali Prusy i zapuścili się w głąb kraju, niszcząc, mordując i paląc po drodze, oszczędzali wszakże najsilniejszych ludzi, którzy im wpadali w ręce, ażeby uprowadzić ich z sobą w niewolę. Po zdobyciu Ełku zaprowadzono gromadę pojmanych i powiązanych mężczyzn do pobliskiego lasu, gdzie Tatarzy mieli zamiar wypocząć i przenocować na wzgórzu. Wpierw jednak urządzili pijatykę, gorliwie korzystając ze zrabowanych napojów, aż pijani oraz wyczerpani pokładli się na ziemi i pogrążyli w głębokim śnie. Z tej okazji skorzystały wierne żony jeńców, podkradły się przez zarośla, poprzecinały łyka krępujące mężów i w ten sposób uwolniły ich. Oswobodzeni mężczyźni zarąbali pijanych Tatarów ich własnymi mieczami i wrócili z żonami z Tatarskiej Góry do Ełku.
Podziemny tunel pod jeziorem ełckim
Legenda mówi, że zamek był połączony z miastem podziemnym tunelem, który biegł pod dnem jeziora Ełckiego … Były to czasy, kiedy wojska szwedzkie panoszyły się w Polsce, wspomagane m.in. przez najemników tatarskich. Po bitwie pod Prostkami Tatarzy zaatakowali Ełk. Miasto zostało splądrowane i spalone, a ludzi wzięto w jasyr. Część mieszkańców zdołała ukryć się na zamku ełckim, zanim Tatarzy przypuścili atak na miasto. Byli tam bezpieczni, ponieważ most wiodący do zamku spalono w obliczu zagrożenia, a innej możliwości dotarcia do zamku nie było.
Nastał wieczór. Tatarzy rozbili obóz w lesie na pobliskim wzgórzu. Żołnierzom wydano świąteczne przydziały kumysu, zwycięstwo pod Prostkami i sukces odniesiony w Ełku należało uczcić. Po świętowaniu wszyscy zapadli w kamienny sen. Wtedy to podziemnym tunelem ruszyła z zamku pomoc dla ełczan wziętych w jasyr. Więźniów znaleźli tuż przy tatarskim obozie. Wyzwoleni ełczanie wrócili podziemnym przejściem do zamku, gdzie radowali się po szczęśliwym zakończeniu akcji oswobodzenia … a Tatarzy dotąd nie wiedzą jakim cudem udało się zbiec więźniom i opowiadają sobie legendy, jedna bardziej niesamowita od drugiej.

Uprowadzeni w jasyr przez Tatarów
Z parafii w Kalinowie zimą 1657 roku uprowadzono w jasyr 800 osób, wśród których znajdował się proboszcz Albrecht Baranovius z rodziną. Jak wielu innych nie powrócił on w swoje rodzinne strony, gdyż zmarł w Kandii jako galernik. Wrócili tylko nieliczni. Należał do nich nauczyciel Zaborovius, który uciekł z niewoli tatarskiej przepływając Dniestr na wiązce trzciny i sitowia. Należał do nich też niejaki Kowalski, mieszczanin olecki, który wróciwszy z Turcji po latach przekonał się, że nikt tu już na niego nie czekał, gdyż żona jego wyszła ponownie za mąż.

Mazurska pieśń ludowa
Jedzie Janek spod Olecka,
Pod nim konik jako świecka,
I przyjechał w podworecko,
Zakołatał w okienecko.
Dobry wiecor, matko moja,
Czyli macie córkę doma?
„Oddałam ją za drugiego,
Za trąbaca królewskiego!"
Podajciez mi skrzypki moje,
Pudę jej grać na wesele!
„Gdzie, mój miły, tam pudziecie,
Toć wy się tam pobijecie!"
Usiądę się na róg stoła,
Zobacy mię Kaśka moja! —
Kaśka Jaśka obacyła,
Bez trzy stoły przeskocyła,
A na cwartym ślubowała,
A na piątym rąckę dała.

Fotografie:
Der Kreis Treuburg Ein ostpreußisches Heimatbuch. Zusammengestellt im Auftrage der der Kreisgemeinschaft Treuburg von Dr. phil. Rudolf Grenz. 1971
Masuren Eine deutsche Landschaft in Ostpreussen. Königsberg 1940.
Treuburg. Ein Grenzkreis in Ostpreußen Red. Klaus Krech. Kommisions-Verlag G. Rautenberg, 1990

Józef Kunicki
2017

Opublikował Administrator, egoturystyka.pl

Wyświetlany 565 razy


POWRÓT  Drukuj   

GALERIE
Wierzenia i legendy mazurskie Przez wieki kształtowania się mazurskiej społeczności, tutejsi mieszkańcy nie byli w stanie znaleźć odpowiedzi na pytania o prapoczątki lokalnego osadnictwa. Nawet powstanie zróżnicowanego polodowcowego krajobrazu było pewną zagadką.
 
 
Decyzja użytkownika w zakresie plików Cookie na niniejszej stronie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookie i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. W programie służącym do obsługi Internetu można zmienić ustawienia dotyczące plików cookie.Korzystanie z tego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących plików cookie oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.