Menu
Kategorie aktualności
AktualnościWiadomości EłkWiadomości GołdapWiadomości OleckoArchiwum aktualności
Kalendarium wydarzeń
Ankieta
Multimedia
 Legendy mazurskie (z okolic Olecka, Gołdapi i...
2017-09-18
Legendy mazurskie (z okolic Olecka, Gołdapi i Ełku)

Pradzieje Mazur
Przez wieki kształtowania się mazurskiej społeczności, tutejsi mieszkańcy nie byli w stanie znaleźć odpowiedzi na pytania o prapoczątki lokalnego osadnictwa. Nawet powstanie zróżnicowanego polodowcowego krajobrazu było pewną zagadką. Mazurzy odwoływali się do Boskiej kreacji, opowiadając, iż Bóg gdy już z zadowoleniem zaczął oglądać stworzoną przez siebie ziemię, nagle dostrzegł w jej powierzchni dziurę, na zapełnienie której zabrakło już „materiału”. Przeto swoimi Boskimi dłońmi sięgał po najdalsze krańce ziemskiego globu i z każdego zakątka brał po odrobinie tamtejszego bogactwa – wysokie góry dostarczyły głazów i mniejszych kamieni, pustynie i stepy – piasków etc. Boskie ręce po wielokroć czerpały wodę, która wypełniła mazurskie jeziora, a Stwórca nie zapomniał też o drzewach, które przeniósł w wiele miejsc, tworząc liczne kompleksy leśne. Bogate w złoża naturalne miejsca musiały podzielić się swoimi skarbami: torfem, wapnem, rudami żelaza. W końcu dziura została zapełniona, a świat zyskał Mazury – przepiękną krainę, będącą owocem szczególnej Boskiej troski, ale i... Boskiego zapomnienia.
Legendy mazurskie (z okolic Olecka, Gołdapi i Ełku)

Żyrandol z oleckiego kościoła
Według historyka Hennenbergera założenie Olecka łączy się ze spotkaniem w budach myśliwskich (Oletzky) księcia Albrechta w 1560 roku z królem polskim Zygmuntem Augustem. Okazją do spotkania miało być wspólne polowanie w puszczy. Zgodnie z innym przekazem Marggrabowę założył książę Albrecht Hohenzollern z wdzięczności za uratowanie życia podczas polowania, przez pustelnika z puszczy. Według legendy tak miały przebiegać te wydarzenia: "Dawno, dawno temu książę Albrecht brał udział w polowaniu w tutejszych niezmierzonych lasach. Puścił się w pogoń za okazałym jeleniem, ten jednak zranił łowcę. Osamotniony w puszczy książę znalazł pomoc i schronienie w chacie pustelnika. Na pamiątkę szczęśliwego ocalenia władca zdecydował się założyć miasto, a w kościele zawisł kunsztowny żyrandol w kształcie głowy jelenia – szesnastaka (poroże z ośmioma odnogami na każdej z tyk), zwany także w tradycji XVII-XVIII wieku meluzyną. Miejsce książęcego schronienia w pustelniczej chacie jeszcze w XIX wieku miała wskazywać stara czereśnia". Faktycznie w kościele w Marggrabowej jeszcze w końcu XVIII wieku wisiał wspaniały świecznik przedstawiający głowę jelenia.
Legendy mazurskie (z okolic Olecka, Gołdapi i Ełku)

Rozmiary oleckiego rynku
Już najstarsze działo historyczno-geograficzne Caspara Hennenbergera z 1595 roku dotyczące przeszłości Prus “Erclerung der Preussischen grössern Landtaffel” autor wspomina jako osobliwość rozmiary oleckiego rynku i przytacza legendę, według której ówczesny starosta straduński, Wawrzyniec von Halle, założył się z kimś zamożnym o większą sumę, że jeżeli stanie na jednym końcu rynku na czele czterystu jeźdźców, to nie będzie widoczny z jego drugiego krańca. Legenda była zgodna z rzeczywistą konfiguracją terenu, gdyż rynek jest bowiem nietypowy, z dużym wzniesieniem, spoza którego nie byłoby widać dużej grupy jeźdźców.
Legendy mazurskie (z okolic Olecka, Gołdapi i Ełku)


Tajemnica jeziora Oleckie Wielkie
W dawnych czasach nad jeziorem Oleckie Wielkie żyły dwie zwaśnione rodziny, jedna mieszkała w zamku w Olecku, druga w domku po przeciwnej stronie jeziora. W zamku żyła piękna i bogata panna, natomiast w domku - przystojny, młody kawaler. Młodzi ludzie zakochali się w sobie, lecz ich rodzice nie zgadzali się na ślub. Zrozpaczeni młodzi kochankowie zaplanowali odebrać sobie życie.
Pewnego zimowego dnia kawaler z dworku wziął od swojego ojca konie oraz sanie i wraz ze swoją wybranką po stano wili razem zginąć w odmętach jeziora. Panna zabrała z domu złotą biżuterię, którą spakowała do kuferka. Kochankowie wjechali saniami na taflę jeziora. W miejscu, w którym przepływała przez jezioro rzeka. Lód załamał się i sanie wraz z kochankami i końmi utonęli w lodowatej wodzie.
W następstwie tej tragedii zwaśnione rodziny przy trumnach swych dzieci pogodziły się. Podobno jednak od tamtego tragicznego dnia na jeziorze zaczął się ukazywać kuferek ze złotem Niektórzy śmiałkowie chcieli go wyłowić, ale każdy, kto się do niego zbliżył - zaraz tonął. Od tamtej pory, jak twierdzą starzy ludzie, młodzi kochankowie co roku wciągają do swego podwodnego orszaku ślubnego jedną osobę.
Dowodem na to, że tak się dzieje jest, fakt, że jeszcze nie było takiego roku, aby w Jeziorze Oleckim ktoś nie utonął. [Spisała Hannelore Muraczewska]

Zamek olecki
Na początku XIX stulecia w tym spalonym zamku oleckim miały znajdować się w jednym pomieszczeniu na ścianie nie dające się usunąć ślady krwi., które miały pochodzić z mordu bratobójczego.
Od zamku w miejscu, gdzie wypływa z jeziora rzeka Lega miało prowadzić podziemne przejście na drugi brzeg; również podobne przejście miało prowadzić z zamku do starego wikariatu i stamtąd aż pod kościół.
Biegnąca wzdłuż drogi zapadlina od ogrodów do stodoły Denzer jest określana również jako zawalone podziemne przejście. Istnieją również opowieści o takich podziemnych przejściach przebiegających pod jeziorem w zamku ełckim.

Legendy mazurskie
Rys. J. Kunicki

Tunel pod jeziorem

Wśród miejscowej ludności krążyły pogłoski o istnieniu w dawnych czasach tajemnego podziemnego przejścia prowadzącego od oleckiego zamku pod Jeziorem Oleckie Wielkie i wychodzącego w leżącym za jeziorem lesie w kierunku dóbr Stobbenorth (dziś Pieńki). 2 stycznia 1910 roku do Towarzystwa Historycznego „Prussia” w Królewcu zwrócił się urzędnik z Margrabowej Papendick, który przypomniał krążące przekazy na temat oleckiego podziemnego tunelu i sugerował, że może jakieś jego szczątkowe elementy np. wejście i wyjście jeszcze się zachowały. Papendick zapytywał, czy nie należałoby przeprowadzić badań w wybrzuszeniu terenu i wyrażał przypuszczenie, że nie spowodowałoby to wielkich kosztów. Zaproponował też, żeby zacząć najpierw od zebrania informacji od starszych osób żyjących w mieście.
Już trzy dni później skierowane zostało do Towarzystwa Historycznego „Prussia” kolejne pismo w tej sprawie. Otóż prawdopodobnie jakiś wyższy urzędnik, do którego przesłano najpierw pismo Papendicka, wyjaśnił, że przy informacjach odnośnie podziemnych korytarzy należy zawsze kierować się rozsądkiem i zachować duży krytycyzm, gdyż nie ma dawnego zamku, kościoła czy klasztoru, o którym lud nie opowiadałby podań o podziemnych przejściach. W większości przypadków informacje te okazywały się jednak nieprawdziwe. W przypadku zamku oleckiego należy wątpić, aby przejście takie znajdowało się pod jeziorem i prowadziło przez szeroką równinę. Ostatecznie w liście podkreślono, że należałoby jednak zbadać te przekazy w ramach rozsądnych granic finansowych. Na koniec padła propozycja, aby najpierw Papendick zebrał dokładne informacje od najstarszych mieszkańców miasta, a następnie należałoby wykonać wykopy lub zbadać teren poprzez sondowanie.
Nie wydaje się jednak, żeby sprawa ta zainteresowała Towarzystwo Historyczne w Królewcu lub miejscowe władze bowiem rok później 11 czerwca 1911 roku do Towarzystwa Historycznego wpłynęło pismo, w którym nadawca prosił o odpowiedź na list z 5 stycznia 1910 roku i zapytywał czy sprawa zbadania podziemnego przejścia w Olecku znalazła jakąś kontynuację. Był to niestety ostatni zachowany list w tej ciekawej sprawie.
Legendy mazurskie (z okolic Olecka, Gołdapi i Ełku)

Staw powstały przy karczowaniu
Na gruntach fundacji (poniżej zamku w Olecku), znajduje się mały staw oddzielony od Jeziora Oleckiego Wielkiego zaledwie na szerokość kilku kroków. Niegdyś w tym miejscu rósł las. Po wycięciu lasu wykopaniu korzeni z jednej z powstałych przez to dziur wytrysnęła woda z taką siłą, że utworzyła ten staw.
Panna wodna z oleckiego jeziora
W Jeziorze Oleckie Wielki była panna wodna, mająca do pasa postać kobiety, a od pasa — postać ryby, którą widziano wyskakującą trzykrotnie z toni jeziora. Za każdym razem, wyskakując ponad lustro wody, syrena ta trzykrotnie klaskała w dłonie i głośno wołała. Według tej legendy, dla każdego, kto ją ujrzy, ma to oznaczać szczęście na całe życie.

Skarby na dnie jeziora
Według pewnych źródeł na dnie Jeziora Oleckie Wielkie od sierpnia 1914 roku ma spoczywać pancerna kasa miejska, aczkolwiek żaden nurek jak do tej pory nie wpadł na jej trop. Podobnie wygląda sprawa niemieckiego samolotu z czasów II wojny światowej, który wylądował na zamarzniętej powierzchni jeziora . Niemiecki transportowiec z cennym ładunkiem na pokładzie miał zatonąć w 1944 roku.
Co ciekawe, są przypuszczenia, że owym sekretnym ładunkiem mogła być legendarna Bursztynowa Komnata. Wprawdzie historia o wraku zakrawa na kolejną miejską legendę, nie przeszkadza to śmiałkom nadal eksplorować tutejszych odmętów. W końcu nigdy nie wiadomo, co rzeczywiście kryją wody głębokiego na 45 metrów jeziora.
Legendy mazurskie

O okropnym morderstwie, popełnionym w Olecku przez jednego żołnierza.
Opowieść dotyczyła małego garnizonu, który stacjonował w Marggrabowej i składał się z batalionu fizylierów i dwóch szwadronów husarów. Większość z tych żołnierzy to byli poczciwi ludzie, oprócz jednego, który okazał się draniem. W domu przy rynku mieszkał bogaty kupiec Leibreiter, a w służbie u niego pracowała pewna młoda dziewczyna, z którą ów żołnierz sympatyzował. Dziewczyna nie miała przed nim żadnych tajemnic, toteż wyjawiała mu wszystko, co wiedziała: o stanie posiadania i gdzie bogaty kupiec chował pieniądze. Kiedy nadarzyła się okazja, a dom stał pusty, wykorzystał to żołnierz i włamał się do niego. Niestety, został przyłapany przez swoją dziewczynę, która wcześniej wróciła z miasta do domu. Niewiele myśląc, chcąc pozbyć się świadka, zabił ją, a następnie wrócił spokojnie do swojej kwatery na Holländer Straße (dzisiaj Mazurska), gdzie u pewnego majstra wynajmował pokój. Tam też ukrył skradzione kosztowności. Traf chciał, że rychło, przez przypadek prawda wyszła na jaw. Schwytano żołnierza, który przyznał się do morderstwa i wyznał, gdzie schował swój łup. Za morderstwo i kradzież skazano go na karę śmierci. Prawdopodobnie skarbu do dzisiaj nie znaleziono. [Historia spisana przez Jana Karola Sembrzyckiego].

Grabarz złodziejem
Dawno temu w starym kościele w Margrabowej znajdowało się od strony ratusza zamurowane później wejście, które prowadziło do podziemi budynku. Chowano tam zmarłych z zamożnych domów, dostojnych mieszkańców miasta i powiatu. Wcześniej, jak to było w zwyczaju, wystawiano zwłoki tych ludzi w kościele i żyjący w tym czasie grabarz zauważył na palcu zmarłej kobiety bardzo wartościowy pierścień. Postanowił go zdobyć. Wkrótce potem zakradł się do miejsca jej pochówku i usiłował zdjąć z palca kobiety cenną zdobycz. Ponieważ jednak to mu się nie udawało, próbował ściągnąć pierścień zębami i podczas tych zabiegów ugryzł ją w palec. Kobieta, jak się okazało, pogrążona była jedynie w głębokim letargu i podniosła się z trumny, a przestraszony grabarz uciekł w popłochu. “Nieboszczka” udała się do domu i żyła jeszcze wiele lat.

O królewnie i strachach z Góry Szeskiej
Opowiadano też dawniej przedziwną historię o straszącej królewnie na Górze Szeskiej. Stare podanie przypomina zamczysko, stanowiące pozostałość umocnień obronnych z czasów pogańskich na zboczu góry. Cały szczyt tej góry pokryty jest licznymi kamieniami, których pełno w różnych zagłębieniach i lejkowatych otworach. Według ludowej legendy, to diabeł z Polski przyniósł tu pełen worek kamieni, które rozmnożyły się i utworzyły wysoką górę, na której straszy.
Pewna kobieta stara opowiadała, że kiedy zbierała jagody z innymi kobietami na torfowisku po północnej stronie Góry Szeskiej, zauważyły idących trzech czarnych mężczyzn, którym świeciły białe oczy. Wyglądali okropnie i nieśli długie kije, którymi szturchali wystraszone kobiety w piersi. Zabrali im jagody i naczynia. Kobiety uciekły pośpiesznie i więcej już nigdy nie udały się w tę przejmującą grozą okolicę, by zbierać jagody.
Góra Szeska


Wół w jeziorze Kukówko
Pewnego razu pasterz pasł swoje stado w okolicach Ślepia. Nagle jedno ze zwierząt, duży wół, zaczęło tonąć w bagnie i mimo że, pasterz zawołał ludzi na pomoc, zwierzęcia nie można było uratować i utonęło w trzęsawisku. Po kilku latach zdarzyło się przypadkiem, że inny pasterz pasł swoje stadko na stromym brzegu Jeziora Kukówko, kiedy nagle coś wielkiego, co wystawało z jeziora, przykuło jego wzrok, a przypominało to wielkie rogi potwora, który miałby wynurzyć się z wody. Pasterz próbował wyciągnąć to coś za pomocą długiego mocnego kija. Jego próba nie powiodła się, więc zawołał innych do pomocy. Przyszli uzbrojeni w widły, grabie i kije. Ich trud jednak poszedł na marne, wtedy jeden z nich rzekł: "Jeżeli nie ma tak dużej ryby jak wół, to musi to być wół, który kilka lat temu utonął w bagnie koło Ślepia.” Po długich staraniach jeden spostrzegł, że to był tylko duży konar, który zaczepił się o jakiś dosyć duży kamień. Wszyscy popatrzyli na siebie z nietęgimi minami i zawstydzili się, że od razu nie doszli do takiego wniosku i postanowili, zatrzymać całe wydarzenie w tajemnicy. Z czasem jednak sprawa wyszła na jaw i od tej pory w sytuacjach, w których ktoś nie mógł poradzić sobie z jakimś trudnym zadaniem, mawiano, że: Chciałby wyciągnąć woła z jeziora Kukówko! [Według Emmy Schmid].

Podanie o Pięknej Górze
Dawno już temu na gołdapskiej Pięknej Górze stał okazały zamek, zamieszkany przez możnego pana, którego jednak wszyscy się bali, gdyż znany był jako straszny rozbójnik. Przeciwieństwem była jego córka (według innych były dwie), która w cichości starała się czynić dobro, tam gdzie on zrobił coś złego. Kiedy jednak gwałty i nieprawości jego przebrały miarę, zniknął nagle zamek wraz ze wszystkim, co się w nim znajdowało i zapadł się do wnętrza góry. Od tego czasu co sto lat, tej samej nocy, pomiędzy godziną 11 w nocy a pierwszym pianiem koguta, ukazywała się na górze dziewica i czekała na wybawienie, kiedy to zamek wraz z całą swoją okazałością wynurzy się znowu, ona zaś, jako małżonka swojego wybawcy, uczyni go panem tego zamku. Wybawienie to nie było jednak łatwe, o czym zresztą przekonał się pewien mieszczanin z Gołdapi. Pewnej nocy zabłądził i dotarł na wysoką górę, gdzie zobaczył przechadzającą się postać w bieli. Jakkolwiek postać przyjaźnie skinęła do niego, ociągał się zrazu, lecz w końcu zdobył się na odwagę i zbliżył się ku niej. Postać zapytała go, czy nie zechciałby zanieść jej na plecach do miasta, przez co wybawiłby ją i zamek, ale nie wolno mu będzie obejrzeć się przy tym. Przyrzekł jej to, wziął ją na plecy i ruszył ku Gołdapi. Wkrótce jednak usłyszał za sobą straszny zgiełk, jak gdyby dzikie zwierzęta chciały rzucić się na niego. Ogarnął go wielki strach, zapomniał o swoim przyrzeczeniu, obejrzał się, i ciężar jego oraz wrzawa zniknęły. Od tego czasu człowiek wpadł w melancholię i wkrótce też umarł. Był ostatnim, który widział białą postać. Być może, iż po tym nieszczęśliwym wypadku nie ukaże się ona już nigdy. [Preussische Sagen 1847].

Podanie o Pięknej Górze

Podanie o górze pod Pietraszami
Na górze pod Pietraszami (na południe od Gołdapi) stała niegdyś twierdza. Twierdza ta zniknęła, ale co noc na górze ukazywała się biała postać, która padała na kolana i modliła się, jak mówią, żeby zmazać grzechy swojego ojca, właściciela zamku, który zapadł się pod ziemię. Pewnej nocy zbłąkany pastuch ujrzał modlącą się dziewczynę i zbliżył się do niej. Postać podniosła się, zbliżyła się do niego i spytała łagodnym głosem, czy nie zgodziłby się wziąć jej w swoje objęcia i trzymać tak aż do pierwszego piania koguta. Przez to ocaliłby ją i zamek, a sam zostałby jego panem. Pastuch przyrzekł jej to i pochwycił ją w objęcia. Wtedy piękna postać zaczęła się opierać, on jednak trzymał ją tym mocniej; w końcu przemieniła się w strasznego zwierza, czym jednak pastuch nie dał się odstraszyć; pięćdziesiąt najrozmaitszych postaci przemieniało się w jego ramionach, jedne od drugich straszniejsze, aż wreszcie ujrzał w objęciach obrzydliwego smoka. To zachwiało jego odwagę, otworzył ramiona, plunął na potwora i uciekł jak szalony. Skoro świt, przybył do Gołdapi, oblany potem i okryty kurzem. Chciał wszystko opowiedzieć, ale ze strachu stracił słuch i mowę, tak, iż mógł porozumiewać się tylko na migi. Od tego czasu nie widywano już tamtej postaci. [Preussische Sagen 1847].

O zaklętej królewnie
Zamczysko leży w powiecie oleckim między Grodziskiem a Długiem jeziorem. Tam zamieszkiwał jakiści rycerz, nazwisko nieznane, można go nazwać Bolko. I miał ten tako piekno córe. I potem od jego rycerzy zakochał się jeden w nio, i to na razie było tajemnico tych młodych. Później, jak się ojciec ich dowiedział, nie chciał tego tam dopuścić i wzioł tego tamuj rycerza i wypędził go, a ten później ze zemsty udał się do jakejsi czarownicy, no i dał jo zakląć, tak że zamek i to wszystko się zapadło i wszystko zgineło. I ta zaklęta panna co cwartek po wjeczerzy się pokazywała, nie kazdemu, ale niejdeni jo widzieli; chtóry i jaki jo tlo wjidział. I prosziła zawsze, zeby jo ktoś przez jeziorko na plecach przeniós, a kazdy bojał się. A potem jeden jednak chłopak taki się odważył i wzioł jo na plecy i sed kawałek. A tedy za nim zaczeło lecieć i żnije i smoki i rózne drapiezne zwirzęta i go scypali, i drapali z tyłu, zawse tak za nim. A ón ni niał się obejrzeć, ani nic. A ón ze strachu obejrzał się. A ona spadła we wode, w jezioro, i do dziś dzień tak co pora roku się pokaze na jeziorze, jeździ wodo i płace. Aleć ja jej jesce nigdy nie widziała.
Nie wiadomo, kiedy te legendy powstały, można jednak przypuszczać, że jeszcze wówczas, gdy ślady po jaćwieskich urządzeniach obronnych na tych wzgórzach były wyraźne, tak że mogły zapładniać fantazję ludu, ale już wtedy, gdy pamięć o Jaćwingach wśród ludu zaginęła. Wydaje się więc, ze powstały w wieku XVII albo XVIII , to jest w czasie wojen szwedzkich lub wkrótce po nich. Dowodzi tego fakt, że niektóre umocnienia obronne, na przykład w Dąbrowskich i w Mieruniszkach, niewątpliwie pochodzące z czasów znacznie odleglejszych, lud nazwał Szwedzkimi Szańcami. [Legendę opowiedziała Maleskowska ze wsi Jurki, powiat olecki].


Grodzisko koło Dybowa, w którym straszy
W roku 1901 opowiadano, jak razu pewnego mężczyzna idący nocą ze wsi Jurki do Gryz przechodził koło Grodziska i wtedy nieoczekiwanie pojawiła się panna, która zaczęła go prosić, aby przeniósł ją z góry do granicy Gryz. Nie powinien jednak w czasie drogi za nic w świecie oglądać się za siebie ani bać się, ani wypowiedzieć żadnego słowa. Mężczyzna posłuchał i wziął ją na plecy. Nagle pojawiły się za nim różnego rodzaju potwory, węże i żaby, które chciały go przestraszyć, a jedna ropucha usiłowała mu wejść do ust. Człowiek ów nie mógł powstrzymać się od okrzyku, który wywołał jednoczesny krzyk dziewczyny: “Zgubiona na wieki!” i spowodował jej błyskawiczne zniknięcie. Mężczyzna nie powinien był bowiem, według umowy, krzyczeć i dotrzymanie przyrzeczenia miało sprawić, że zatopiony i zaczarowany zamek miał się ponownie zjawić, a on sam miał poślubić tajemniczą pannę i zostać bogatym człowiekiem. Dalej opowiadano o tym wzgórzu, że tam niekiedy duch odbywał swój dziwny taniec i że na wąskim skrawku pola między wzgórzem a Jeziorem Dybowskim leży wielki kamień, na który dziewczyna zamkowa przychodzi się myć. Wreszcie mówiono, że znajduje się tam długie podziemne przejście do Grodziska.
Grodzisko koło Dybowa

Podanie o Diablej Górze w Puszczy Boreckiej
W Puszczy Boreckiej, w parafii Kruklanki, w powiecie węgoborskim, niedaleko od wielkiego majątku Łękuk, jedną z gór nazwano Diablą. Rodowód tej nazwy jest następujący: Na górze miał niegdyś mieszkać gospodarz, który żył ubogo i nie miał pieniędzy. Zabudowania jego były tak nędzne, że już się rozpadały. Nikt mu nie chciał pomóc, on zaś nie miał własnych środków na jakąkolwiek budowę. Będąc w takiej potrzebie — głosi podanie — wezwał o północy diabła i prosił go o pomoc. Diabeł stawił się zaś na wezwanie z jedną nogą ludzką a drugą końską i w zamian za pomoc zażądał jego duszy. Gospodarz zgodził się oddać diabłu choćby i swoją duszę, jeżeli ten podejmie się napełnić mu za to złotem jego korzec. Gdyby jednak diabeł nie napełnił korca gospodarza, wówczas nie będzie on zobowiązany oddać mu duszy. Gdy już umowa została zawarta, gospodarz, uradowany, że wydobędzie się z nędzy, podstawił korzec bez dna nad wielkim dołem na ziemniaki. Diabeł nic o tym nie wiedząc, sypał i sypał pieniądze do korca, ale za nic nie mógł go napełnić. Tak, oszukawszy diabła, gospodarz dzięki swojej przebiegłości zyskał dużo pieniędzy, wyszedł z nędzy i ocalił swoją duszę. Na górze tej, którą później odkupił król, mieszka leśniczy gospodarujący w Puszczy Boreckiej, a obok jego zabudowań stoi duży głaz, na którym umieszczono na pamiątkę wizerunek diabła i dlatego właśnie miejsce to nosi nazwę Diablej Góry.

Diabla Góra

Tragiczne losy hrabiny Marianny spod Olecka
Zagony tatarskie po raz drugi pojawiły się w Prusach Książęcych zimą 1657 roku. Spaliły wtedy dziewięć miast mazurskich, między innymi i Olecko, o ile było tu jeszcze co palić. Miasta niekiedy próbowały się bronić, podczas gdy wsie były całkowicie bezbronne. Także niektórzy magnaci pruscy bronili swych posiadłości. Należał do nich hrabia Bastian von Lehndorff z Doliw pod Oleckiem, który sprowadził żołnierzy elektorskich, mających ochraniać jego rezydencję. Byli oni jednak, jak podaje H. Braunt, “dobrymi żołnierzami, dopóki żarli i chlali”. Na wiadomość o zbliżaniu się Tatarów pozostawili rodzinę hrabiego na pastwę losu, uciekając w popłochu. Sam hrabia Lehndorff, który udał się na wojnę z wojskiem, ocalał, ale jego żona Marianna z dzieckiem, siostrą i matką dostała do niewoli. Powędrowała z innymi na Krym, gdzie została sprzedana i używana była do najcięższych posług. Zmarła tam w poniewierce z wycieńczenia, nie doczekawszy się okupu, którego zrujnowany magnat nie był w stanie zapłacić.
Doliwy

Podanie o kościele na górze pod Wierzbowem
Na górze pod Wierzbowem (na północny-wschód od Ełku) miał niegdyś stać kościół. Po jego upadku dzwon pogrążył się w pobliskim bagnie. Odnaleziono go tam później i sprzedano Polakom w Raczkach, którzy przeznaczyli go do publicznego użytku. Według jednego podania, na górze pod Wierzbowem miał stać zamek Skumanda, znanego w historii wodza Sudowów. Według innego znów podania, zamek Skumanda miał stać na wzgórzu nad jeziorem Skomętno, według jeszcze innego: na wzgórzu nad Jeziorem Domowym.

Tatarska góra koło Ełku
Kiedy Tatarzy najechali Prusy i zapuścili się w głąb kraju, niszcząc, mordując i paląc po drodze, oszczędzali wszakże najsilniejszych ludzi, którzy im wpadali w ręce, ażeby uprowadzić ich z sobą w niewolę. Po zdobyciu Ełku zaprowadzono gromadę pojmanych i powiązanych mężczyzn do pobliskiego lasu, gdzie Tatarzy mieli zamiar wypocząć i przenocować na wzgórzu. Wpierw jednak urządzili pijatykę, gorliwie korzystając ze zrabowanych napojów, aż pijani oraz wyczerpani pokładli się na ziemi i pogrążyli w głębokim śnie. Z tej okazji skorzystały wierne żony jeńców, podkradły się przez zarośla, poprzecinały łyka krępujące mężów i w ten sposób uwolniły ich. Oswobodzeni mężczyźni zarąbali pijanych Tatarów ich własnymi mieczami i wrócili z żonami z Tatarskiej Góry do Ełku.
Podziemny tunel pod jeziorem ełckim
Legenda mówi, że zamek był połączony z miastem podziemnym tunelem, który biegł pod dnem jeziora Ełckiego … Były to czasy, kiedy wojska szwedzkie panoszyły się w Polsce, wspomagane m.in. przez najemników tatarskich. Po bitwie pod Prostkami Tatarzy zaatakowali Ełk. Miasto zostało splądrowane i spalone, a ludzi wzięto w jasyr. Część mieszkańców zdołała ukryć się na zamku ełckim, zanim Tatarzy przypuścili atak na miasto. Byli tam bezpieczni, ponieważ most wiodący do zamku spalono w obliczu zagrożenia, a innej możliwości dotarcia do zamku nie było.
Nastał wieczór. Tatarzy rozbili obóz w lesie na pobliskim wzgórzu. Żołnierzom wydano świąteczne przydziały kumysu, zwycięstwo pod Prostkami i sukces odniesiony w Ełku należało uczcić. Po świętowaniu wszyscy zapadli w kamienny sen. Wtedy to podziemnym tunelem ruszyła z zamku pomoc dla ełczan wziętych w jasyr. Więźniów znaleźli tuż przy tatarskim obozie. Wyzwoleni ełczanie wrócili podziemnym przejściem do zamku, gdzie radowali się po szczęśliwym zakończeniu akcji oswobodzenia … a Tatarzy dotąd nie wiedzą jakim cudem udało się zbiec więźniom i opowiadają sobie legendy, jedna bardziej niesamowita od drugiej.

Uprowadzeni w jasyr przez Tatarów
Z parafii w Kalinowie zimą 1657 roku uprowadzono w jasyr 800 osób, wśród których znajdował się proboszcz Albrecht Baranovius z rodziną. Jak wielu innych nie powrócił on w swoje rodzinne strony, gdyż zmarł w Kandii jako galernik. Wrócili tylko nieliczni. Należał do nich nauczyciel Zaborovius, który uciekł z niewoli tatarskiej przepływając Dniestr na wiązce trzciny i sitowia. Należał do nich też niejaki Kowalski, mieszczanin olecki, który wróciwszy z Turcji po latach przekonał się, że nikt tu już na niego nie czekał, gdyż żona jego wyszła ponownie za mąż.

Mazurska pieśń ludowa
Jedzie Janek spod Olecka,
Pod nim konik jako świecka,
I przyjechał w podworecko,
Zakołatał w okienecko.
Dobry wiecor, matko moja,
Czyli macie córkę doma?
„Oddałam ją za drugiego,
Za trąbaca królewskiego!"
Podajciez mi skrzypki moje,
Pudę jej grać na wesele!
„Gdzie, mój miły, tam pudziecie,
Toć wy się tam pobijecie!"
Usiądę się na róg stoła,
Zobacy mię Kaśka moja! —
Kaśka Jaśka obacyła,
Bez trzy stoły przeskocyła,
A na cwartym ślubowała,
A na piątym rąckę dała.

Fotografie:
Der Kreis Treuburg Ein ostpreußisches Heimatbuch. Zusammengestellt im Auftrage der der Kreisgemeinschaft Treuburg von Dr. phil. Rudolf Grenz. 1971
Masuren Eine deutsche Landschaft in Ostpreussen. Königsberg 1940.
Treuburg. Ein Grenzkreis in Ostpreußen Red. Klaus Krech. Kommisions-Verlag G. Rautenberg, 1990

Józef Kunicki
2017



Opublikował Administrator, egoturystyka.pl

Wyświetlany 282 razy


POWRÓT  Drukuj   

GALERIE
Wierzenia i legendy mazurskie Przez wieki kształtowania się mazurskiej społeczności, tutejsi mieszkańcy nie byli w stanie znaleźć odpowiedzi na pytania o prapoczątki lokalnego osadnictwa. Nawet powstanie zróżnicowanego polodowcowego krajobrazu było pewną zagadką.
 
 
Decyzja użytkownika w zakresie plików Cookie na niniejszej stronie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookie i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. W programie służącym do obsługi Internetu można zmienić ustawienia dotyczące plików cookie.Korzystanie z tego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących plików cookie oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.